piątek, 29 lipca 2011

Mirā, czy Kagamine

Zostałam zmuszona do spędzenia dnia z moim...no właśnie. Jak dotąd nazywałam go Kagamine, ale czy lustrzany dźwięk to dobre określenie? Kagamine chyba muszę traktować bardziej symbolicznie, ale przecież zawsze mamy odmienne zdania. Trudno, od dziś muszę mianować go Mirā. Ojoj, jeszcze pomyśli, że go przezywam (^-^)
Więc muszę zostać z mirą w domu. Opracowałam już plan. Najpierw spróbuję nauczyć go Dango Daikazoku (wiem, okrutna jestem), potem pokażę mu bardziej "męskie" dramy, typu Naruto, albo Ao No Exorcist(wiem, wiem, sama to oglądam, nie obrażajcie się dziewczęta). Sprawię, że Otōto zostanie otaku. Niezdara ma cel!

Mogłabym zakończyć na tym notkę, ale chciałabym uczcić śmierć Taijiego Sawady- byłego basisty zespołu X Japan. Taiji zmarł 17 lipca tego roku, a ja dowiedziałam się o tym dopiero wczoraj. Wybacz mi Taiji. Nie będę jak te pokemonki i w nocy, w moim oknie zaświeciło prawdziwe światło. Szczere i ciepłe.
Ten, kto nie zna zespołu X Japan, nie wie pewnie nic o Hideto Matsumoto, moim największym idolu i wspaniałym artyście. hide, podobnie jak Taiji popełnił samobójstwo, ale było to dawno, bo w 1998 roku. Mimo to nie zapomnę go i póki żyję, będę opowiadać dzieciom i wnukom o wspaniałym artyście, z włosami w kolorze magenta :)
Dziwne, bardziej przejęłam się śmiercią Taijiego, niż Amy Winehouse, czy Michaela Jacksona, jak to powiedziała moja Onē-san "Mam w nosie popkulturę".

 Nie wiem, czy na dziś koniec, bo to dopiero ranek, a mam jeszcze duuużo do opowiedzenia(gadam do siebie, ale szczegół), spodobało mi się blogowanie ;)
P.S Po lewej Taiji, po prawej hide.









                     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz